Fotografia Ślubna Oświęcim

Dania - pada, pada i pada ...

E-mail Print PDF
There are no translations available.

Dania późną wiosną - 2011

Nastał niestety dzień, kiedy budząc się słyszymy miarowe uderzanie deszczu o dach. Posiadając iście pokerowe miny ubieramy się zdyscyplinowani, jemy śniadanie i w drogę.

Biegiem do samochodu i hulaj duszo. Wciskam pedał gazu prawie do oporu i ruszamy na zachodnie wybrzeże. Obieramy sobie po drodze kilka większych miejscowości i starając trzymać się planu wypełniamy dzień kolejną dozą estetycznych doznań - mimo tych miliarda kropel lądujących na ziemi po której mamy zaszczyt stąpać, bądź to jeździć.

 

Sprawą dla nas z gruntu niebywałą jest brak wśród lokalnej ludności zabezpieczeń przed deszczem typu parasol, kurtka, jakiś prochowiec – ba, zdają się w ogóle nie przejmować aurą i jak gdyby nigdy nic, ocierają krople z czoła i robią swoje. Rozumiem poranną, nadmorską, wilgotną bryzę w pierwszych promieniach wakacyjnego słońca, a nie w temperaturze siedemnastu stopni ze starającym się wyłupać oczy wietrze. Ale jak to zwykli mawiać starsi datą, co kraj, to obyczaj. Parasol trzymamy mocno w dłoni, a na twarzach utrzymujemy wciąż pokerowe miny i również robimy swoje.

W drodze, przypadkiem trafiamy na stare kopalnie dolomitu. Pogoda na powierzchni taka sobie, więc schodzimy pod ziemię. Przechadzamy się ciemnymi korytarzami i ciasnymi tunelami. Po kilkudziesięciu minutach opuszczamy mroczne podwoje, a świat wita nas promieniami słońca – magia.

I już jedziemy dalej. Do uszu dociera szum morza. Powietrze zdaje się być jeszcze bardziej wilgotne. Czujemy się jak wyciągnięte z wody ryby. Wiatr wieje i wieje, jakby nie miał co robić, bo też w sumie i nie ma. Więc dmucha, podwiewa i szaleje. A my razem z nim, na wietrze.

 

Top

Wszelkie prawa zastrzeżone. Powielanie, kopiowanie zdjęć oraz zawartości strony bez zgody właściciela zabronione.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy


Odśwież