Fotografia Ślubna Oświęcim

Dania późną wiosną

E-mail Print PDF
There are no translations available.

Dania późną wiosną - 2011

Dania – czekaliśmy na nią, teraz wspominamy. Próbując sklecić klika słów, dochodzę do wniosku, że gdybym posiadał umiejętności nawet marnego literata, powstałaby całkiem spora książka. Tak wiele różnic dzielących nas na korzyść Duńczyków powodowało, że chcieliśmy, aby ich kraj był naszą ojczyzną, aby ich domy były naszymi, ich flaga wisiała nad naszymi podwórkami i ich krowy jadły nasza trawę.

Głównym i najważniejszym elementem całej wycieczki był Legoland – który mojemu synkowi śnił się chyba każdej nocy, odkąd tylko obiecaliśmy mu, że do niego pojedziemy. Wycieczka jednak zmieniła się w scenerię zaskoczeń, westchnień i zazdrości.

[Plan wycieczki]

Droga do Dani przebiegła modelowo - wyjazd we wtorek o dwudziestej, na miejscu byliśmy w południe następnego dnia - z kilkoma postojami na tankowania, trzygodzinną drzemkę i krótkie postoje wzmacniające organizm. Kraj przywitał nas wspaniałą pogodą z błękitnym niebem upstrzonym małymi chmurkami i całkiem sporym wietrzykiem, który towarzyszył nam już do samego końca pobytu. Kemping, na którym wykupiliśmy bungalow okazał się idealnym wprost miejscem do wypoczynku z dziećmi. Trampoliny, rowerki, baseny, ogromne szachy, piaskownice, huśtawki, wielkie klocki lego – jednym słowem, wszystko to, co potrzebne dziecku. Pierwszą noc spędziliśmy na kempingu sami. Na zachód słońca przystało nam czekać do godziny dwudziestej trzeciej. Wokoło ni żywej duszy, tylko szalejący ów wiatr, który po pewnym czasie mogliśmy uznać za nieodłącznego kompana, potęgujący uczucie samotności i odosobnienia.

 

Pogoda w tym rejonie globu jest nieprzewidywalna. Gdy otwierasz o świcie oczy wita cię niebieskie niebo, to samo, które dodaje uroku, gdy naciskasz pedał gazu mknąc po pustych, wspaniałych drogach i przyglądasz się, jakby ułożonej z puzzli krainie, gdzie wszystko pasuje do siebie jak ulał. Wysiadasz z samochodu już w deszczu, mżawce i wszelkiej maści opadach, a wiatr porywa ci parasol. Nie zawsze tak jest, ale z dużym prawdopodobieństwem trzeba być na to przygotowanym. Kiedy więc pierwszego dnia pogoda towarzyszy nam niezmienna, swe kroki kierujemy do Legolandu – suma summarum, źle się bawić w deszczu.

Legoland to miejsce, gdzie śmiech, krzyk, ciągły ruch – jest stałym elementem krajobrazu. Wszędzie widać roześmiane i zniecierpliwione twarze dzieci, które czekają na swoje miejsce w startującej kolejce. Biegający za nimi rodzice ciągną lub pchają przed sobą wózki pełne tobołków. Za nimi powolutku idą dziadkowie kiwając ze zrozumieniem głowami – wszak to rodzinny kraj i każdy pamięta, że dzieciństwo ma się jedno i trzeba je szanować.

Kolejne dni przeznaczamy na powierzchowne poznanie życia Duńczyków. Odwiedzamy najbliżej położone miejscowości i delektujemy się harmonią w jakiej przystało nam wypoczywać.

Aby wypoczywać w Dani trzeba być także szalonym, albo mieć dużo pieniędzy, lub jedno i drugie. Nas na pewno kasa do ziemi z nadmiaru nie przytłacza, więc plasujemy się w czołówce obłąkańców. Z całej wycieczki zbierałem sklepowe paragony aby móc właśnie w takim momencie jak ten przywołać go na świadka absurdalnych cen. I dla przykładu: bułka (francuski typ pieczywa, najedzony nie doje, a głodny będzie bardziej rozsierdzony) – 3,10 zł, chleb (całkiem dobry) – 12,80 zł, puszka coca-coli (tu ceny niesamowicie różne, nie wiem po dziś dzień od czego uzależnione) – od 3,00 do 7,00 zł, zestaw standardowy w Mc np. BigMac – 32,00 zł, mandat za brak zegara za szybą samochodu na miejskim parkingu – 350 zł (niezapłacony w terminie siedmiu dni plus 100 zł extra), 10 minut internetu na kempingu – 15 zł, litr 95-oktanówki – 6,54 zł (gazu brak, podobno był droższy od benzyny i Duńczycy nie chcieli na nim jeździć).

Wiatraki – gdzie nie spojrzysz, tam obracają się generując jakąś energię. Stare, nowoczesne, białe, kolorowe, samotne, w skupiskach, duże, małe – do wyboru, do koloru. Nierzadko przy jakimś gospodarstwie wiejskim stoi sobie taki wiatrak i ładuje akumulatory, a rodzina cieszy się, że w jakimś stopniu okiełznała przyrodę i coś ma od niej za darmo. Cokolwiek by nie napisać, faktem jest, że jest to milowy krok do przodu, zważywszy, że 15% całego zapotrzebowania na energie elektryczną Duńczyków – pochodzi właśnie z takiego źródła (wyczytaliśmy to w jednym z przewodników).

Top

Wszelkie prawa zastrzeżone. Powielanie, kopiowanie zdjęć oraz zawartości strony bez zgody właściciela zabronione.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy


Odśwież